stat4u
RSS
poniedziałek, 23 lipca 2012

Odliczam dni do wyjazdu, po raz pierwszy nie pakuję się w ostatniej chwili, obmyśliłam wszystko już ze 20 razy, wybrałam 3 książki, ciuchy na jogę, na plażę, na rower i na tańce. Moje małe kilkudniowe święta.

P pyta mnie, czy za 20 lat chcę być mniej więcej w tym samym miejscu, nie muszę się długo zastanawiać, choć pewnie by wypadało, jakoś tak samo się mówi, że nie. Potem spotykam się z mężczyzną, którego poznałam 10 lat temu i pytam, jaka wtedy byłam. Mówi, że byłam wtedy dla siebie najważniejsza.

Teraz jest różnie, ważne są książki, ważny jest Mr O, ważna jest praca, ważne są małe sprawy i zakupy w eko sklepach, ważne jest sprzątanie, balsamy, manikjury i ćwiczenia. Ważne są odwiedziny i spotkania, sen i rozmowy.

I gdzieś tam między eko praniem i telefonami okazuje się, że nie ma już czasu na Najważniejsze Ważne i ja, człowiek rozwiązań różnych i raczej skutecznych, nie mam pomysłu, jak to zmienić.

20:06, ladynevermore
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 maja 2012

No pięknie, ktoś mnie tu odwiedził wpisując "jaka książka na plażę". Wytrwały, pewnie ze 200 stron przerzucił. Do książek i do plaży mam blisko, ale polecam ostatnio tylko to, co o Alasce albo Sachalinie.

I w ogóle mało popularne rzeczy polecam: małżeństwo, sok z aloesu, pianino, moje ukochane miejsca na ziemi, których inni się 'obawiają', zapiski z podróży wielkich dziwaków, jest gorzej-  wiersze, owsiankę i likier jajeczny.

Na moim końcu świata będzie teraz bardzo wakacyjnie: Euro, Opener, plaża i mało snu.

 

 

16:39, ladynevermore
Link Komentarze (1) »
sobota, 31 marca 2012

Gdyby mi ktoś powiedział, że to tak jest, że na wyższym stanowisku odbierasz mniej maili, ale bardzo szybko należy zacząć ich się bać, byłoby mi łatwiej. 

Teraz pracuję szybko, dwa maile i 15 minut później bilet, hotel. Tym razem za 10 dni melduję się w Istambule. Dwa dni dla siebie, jeden dzień dla korpo, idealne rozwiązanie.

Przedziwna sprawa, kiedy zaczynam tęsknić do Azji Południowo- Wschodniej, oglądam zbyt często zdjęcia z Hue albo El Nido, dostaję w zastępstwie tak fascynujące miasto.

Pewnie ktoś na moim miejscu mógłby ponarzekać, bo przecież ciągle mam zakwasy po sobotniej jodze, kiedy własnie mam sprzątać ktoś dzwoni w ważnej sprawie, kiedy marzy mi się kieliszek wina z atrakcjami, mój mąż gra mecz, kiedy nam obojgu nagle dużo się marzy, musimy odwołać wyjście do kina.

Czas się przyznać, że lubię życie według zmian, nie zniosłabym życia według planu. Są momenty, kiedy spotykasz w życiu mężczyznę, pracę, sport, których nieco się obawiasz. To taka podskórna mała obawa, jak wtedy, kiedy lądujesz w mieście, którego nie znasz, jak wtedy, kiedy wchodzisz na górę i zastanawiasz się, czy ona chce, żeby się Tobie udało, jak wtedy kiedy obca osoba prosi Cię o radę.

To są właśnie te momenty, które ja szczególnie cenię. Gdy tak się dzieje, nie ma sensu zbyt dużo się zastanawiać, analizować.

Życie robi swoje, samo się poukłada, kiedy nieco je sobie rozsypiemy i samo się rozsypie, gdy je sobie za mocno poukładamy.

 

08:55, ladynevermore
Link Komentarze (2) »
środa, 29 lutego 2012

Jest kilka powodów dla których w największym mieście spędzam przynajmniej 15 godzin dziennie na zbyt wysokich obcasach.

Brak basenu w hotelu to jeden, angielski znajomy, który po zajęciach chce kupić pasek do jogi i towarzyszyć mi w nail barze to drugi, że nie wspomnę o szukaniu najlepszej chińskiej restauracji, a potem pierogarni, maszerowaniu w złych kierunkach, przymierzaniu sukienek Max Mary (po raz setny złamałam sobie daną obietnicę- kolory i wzory a nigdy więcej droższych wariacji na temat nudy w stylu Zara basic, czy Mango Suit).

Spotkanie z S nad ogromnym kubełkiem lodów, medytacje nad moją obrączką i łaskawy wniosek, że nic się przecież nie zmieniło. Potem debata, jaka ze mnie Polka, skoro nic się nie zmieniło.

 S wymyślił, że nigdy przenigdy nie wypada mi wyjeżdżać w tak długie delegacje jak obecna, że powinnam mieć już szlaban na nail bary, depilację, limitowane wyjścia na jogę i na kolacje z przyjaciółmi i w ogóle, jak stołeczne zgromadzenia tramwajowe, targać siatę z zakupami z Almy w nieładnych butach, za ciasnych spodniach, źle obciętych włosach i ze srogą miną.

Ta ciekawa wizja małżonki Polki nie pochłonęła nas jednak na tyle, żeby zapomnieć omówić coś ciekawego- Kolosy 2012 i prezentację S.

Pojawiło się słońce w dużym mieście, akumulatory się ładują, po pracy idziemy z angielskim człowiekiem pouśmiechać się do biurowców na Domaniewskiej, a potem do kelnerów, a potem choćby do manekinów na wystawach.

13:03, ladynevermore
Link Komentarze (2) »
wtorek, 21 lutego 2012

Jeszcze jeden tydzień malowania paznokci na bladoróżowy, półuśmiechów, denerwującej bieganiny i tłumaczenia wszystkiego trzy razy. Na pocieszenie był weekend na nartach, dużo kina, joga z P.

Fauluje się mocniejszego, mówi mi ważny ktoś. I tej myśli wygodnie się trzymam.

Kolejny tydzień pożyję sobie w stolicy, mam tysiąc pomysłów na to, żeby wieczorów nie spędzać w pokoju hotelowym i robić sobie co popołudniowe wakacje.

Na umiejętność szybkiej regeneracji i błyskawicznego wprowadzania się w stan wakacyjny trzeba było sobie zasłużyć ciężką pracą i wieloma miesiącami w Azji, było warto.

Czytam Paula Theroux, Pociąg Widmo do Gwiazdy Wschodu i nie wiem, co myśleć. Wolę chyba akceptujący optymizm w stylu Terzaniego niż komentarze, że wszędzie jest biednie i brzydko a ludzie są smutni i zmęczeni. Mam nadzieję, że autor rozkręci się w okolicach Birmy, Kambodży, Laosu i Wietnamu, bo będę musiała wymazać jego nazwisko z pamięci.

07:07, ladynevermore
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 stycznia 2012

Gdy nie spędzam wieczorów w poszukiwaniu kanapy, pościeli, kołdry, garnków, sztućców, blendera i tysiąca innych rzeczy, bez których życie wydaje mi się trudne, uczę się chińskiego i tanga. Ze zgrozą stwierdzam po kilku lekcjach, że zanim dobrze zatańczę na milondze, porozmawiam sobie raczej kilka godzin po chińsku o planowanych rozwiązaniach infrastrukturalnych w Pekinie.

Urządzanie mieszkania zdecydowanie mi nie służy, lubię ładne rzeczy, ale nie umiem rozczulać się nad kolorami koców z mikrofibry, choć oczekuję od przedmiotów więcej, niż jedynie funkcjonalności. Chyba ostatnio zbyt konkretnie podchodzę do życia i muszę tłumaczyć koleżance, że mało mnie obchodzi, że znalazła trochę inny odcień fioletu i że nie chce mi się jechać po dziesiątą wersję koca/ urządzenia/ materiału.

Dostaję wiadomość z południa, że góry czekają, że praca dziś jest, a jutro jej nie ma, mieszkania i domy dziś są, a jutro są inne, a góry z przyjaciółką to niekoniecznie powinny czekać. I to jest racja. Zimą zwykle tak bywa, że za dużo leżymy pod kocem ze zbyt mocną herbatą i wtedy gubią się priorytety.

12:51, ladynevermore
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 stycznia 2012

Wciąż nie wiem, co napisać o Wietnamie, nie wyleczyłam jeszcze zapalenia krtani i przewijają mi się obrazy, jak na łodzi na Halong Bay wznoszę toast za kogoś tam, kto powiedział coś zabawnego i wszyscy zdecydowanie za dobrze się tam bawimy.

Po powrocie szybko zmieniłam tożsamość i jako osoba o innym nazwisku mogę zacząć życie od nowa, najważniejsze się nie zmieniło, ci, co mają być, są wciąż wokół, w pracy milion projektów, czekam na sobotnie tańce, albo kawy w środku dnia na bulwarze, piję mniej grzanego wina i jeszcze więcej czytam.

Zimowa nuda znad brzegu morza, jak mi kiedykolwiek ktoś to wszystko zabierze, będę niepocieszona.

13:53, ladynevermore
Link Komentarze (5) »
środa, 23 listopada 2011

Kolejna pobudka o 5 rano, telefon od M, że śniadanie jemy w Syrenie. 7.30 w Syrenie i barszcz ukraiński przytrafił się nam do tej pory tylko raz, kiedy było bardzo źle i jedno z nas chciało wyjechać stąd na zawsze. Teraz jest inaczej, jeszcze gorzej, nie mamy już przekonania, że moglibyśmy ot tak wyjechać. 

Rozmawiamy o głupotach, mówię, że spakowałam się na podróż do Wietnamu w 10 minut, czyli poprawiłam rekord, on mówi tysiące innych bzdur.

Są przyjaźnie, które czasem trzeba zakończyć, mówi M, gdy wychodzimy. O kurcze, jaki mróz, lecę powiedziałam, żeby nie mówić 'masz rację'.

Potem siedzę sama w Starbucksie nad dużą zieloną herbatą, dzwoni Mr O i przy okazji zupełnie innego tematu mówi, są sprawy, których nie warto roztrząsać.

Mówię masz rację, funduję sobie 6 kilometrów spaceru, nie analizuję, o 22.00 wsiądę do samolotu, prześpię 10 godzin i nareszcie obudzę się w Azji.

 

10:24, ladynevermore
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 listopada 2011

Zaległości w pracy rosną, wolę wyjście do fotografa i debaty nad zdjęciem do wizy wietnamskiej, dyrektor finansowy przychodzi z czekoladą, musi solidnie poprawić wynik i ma doła, uświadamiam mu, że nic nie musi i idziemy po kawę do Starbucksa, potem przez kilka godzin spacerujemy.

Ostatnie pieniądze wydaję na manicure, wino i przyprawy.

Mr O mówi, że jeszcze tylko kilka dni, ale ja już dziś wiem, że muszę wyłączyć ten beznadziejny speed tryb, zalec pod kocem i napić się grzanego wina, bo zmieni mi się charakter na bardziej podły.

Do Berlina spakowałam za dużo bielizny, za dużo butów i sukienek. Wrócę objedzona kebabem od P. i marcepanem z cukierni marzeń w Charlottenburgu. Tak mi dopomóż!

19:53, ladynevermore
Link Komentarze (1) »
sobota, 29 października 2011

Podczas jednej z tych niekończących się rozmów na temat Mr O mówi

podejdź do tego jak do projektu

i w tej sekundzie znika czarna rozpacz, że przecież nie damy rady ogarnąć w miesiąc dwóch wizyt w Berlinie, wyprawy do Wietnamu, mini imprez i niebo wie, czego tam jeszcze, głównie zakupów whisky.

tworzę plik w excelu, patrzę na kolumny i wiersze i robi mi się lepiej,

zaległości w pracy się mnożą, przytrafia mi się mała katastrofa, lekarz mówi co ja mam ci teraz powiedzieć i zaprasza mnie na herbatę, z której wychodzimy kawał po północy.

Dzielnie sobie płaczę akurat tyle, ile potrzeba, na wszelki wypadek nie odbieram telefonów, żeby nie płakać więcej,

wstajemy rano, patrzę w lustro, patrzę przez okno, mózg mi mówi, że jest mu smutno, ale reszta mnie nagle się uśmiecha, po chwili uśmiecham się całą sobą, (uwaga jest beznadziejnie- uśmiecha się też wątroba)

głupio to zabrzmi, uśmiecham się do życia, skubane, kręci i fascynuje mnie coraz bardziej!

21:39, ladynevermore
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13